U źródeł czeskiego Pilsnera czyli do Pilzna na piwo!

Każdy kto choć trochę poznał Czechy wie, że nieodłącznym elementem tamtejszej kultury jest piwo. Czesi słyną z jego produkcji, można wręcz powiedzieć, że sztukę tę opanowali do perfekcji. Wyobraźcie sobie, że dawniej niemal każde miasteczko posiadało swój własny browar! Dziś, mimo iż miejsc tych jest znacznie mniej, wciąż można spróbować wielu lokalnych piw. Czesi zaś w sposób szczególny umiłowali sobie ten złoty napój, często powtarzając: „Pijme pivo dokud zijem, po smrli se nenapijem!”

Z cyklu kocham rower: Morawy, Wysoczyzna i Czechy Południowe na rowerze

Urlop w Czechach? Ale jak to? W kraju bez śródziemnomorskiej bryzy? Bez palm, antycznych kolumn, wielbłądów i złotych plaż? A dlaczego nie!? Tego lata postanowiliśmy wyjść naprzeciw wakacyjnym stereotypom i odwiedzić zakątek, w którym trudno o tego typu atrakcje. Nasz wybór nie był przypadkowy, ale jak najbardziej przemyślany. Postanowiliśmy wyruszyć do kraju miłośników piwa, specyficznego poczucia humoru oraz niezliczonych ścieżek rowerowych. Kraju leżącego w samym sercu Europy!

Morawy Południowe, Wysoczyzna i Czechy Południowe – praktyczne porady z naszej trasy

Czechy to kraj niezwykle przyjazny rowerzystom! Gęsta sieć tras rowerowych może przyprawić o zawrót głowy. Co najważniejsze mnogość ta pozwala sprostać wielu oczekiwaniom. Znajdują się tu ścieżki łatwiejsze oraz drogi przeznaczone dla bardziej wymagających rowerzystów. Można zorganizować rodzinną przejażdżkę, pozwiedzać okoliczne atrakcje z perspektywy siodełka lub wybrać się na kilkudniową wyprawę. Podsumowując, Czechy to cała paleta rowerowych możliwości!!!

Przez Czechy do Wiednia na dwóch kółkach

Wszystko zaczęło się od pomysłu wyprawy rowerowej do Rzymu. Mimo iż, czas realizacji był dość odległy, podejmowaliśmy już pewne kroki związane z tym dużym przedsięwzięciem. Na przykład spotkaliśmy się z księdzem, który pokonał taką trasę i udzielił nam kilka porad. Poznaliśmy też pewnego kucharza, który był zainteresowany wyjazdem i chciał przyłączyć się do naszego teamu. Poza tym chłopcy zaczęli jeździć na basen, nie mówiąc o krótkich, ale regularnych trasach rowerowych. Chociaż do Rzymu nie pojechaliśmy, wysiłki te nie poszły na marne!

Niespodzianka! Jedziemy do Pragi!

Szymon: „Monia pakuj się jedziemy na weekend do Krakowa. Zabierz parę ubrań, a o resztę się nie martw. Wszystko jest załatwione. Jutro w południe wyjeżdżamy.” Postąpiłam więc zgodnie z instrukcją, dodatkowo mama przygotowała reklamówkę jedzenia, tak jakbyśmy wyjeżdżali nie wiadomo gdzie. Kiedy czekaliśmy na pociąg na katowickim dworcu, wciąż niczego się nie domyślałam – nawet wtedy, gdy na peron podjechał intercity do Pragi, a Szymon powiedział: „wsiadamy”.